Dlaczego zostałam tłumaczem

14 lipca 2019

Wybór drogi zawodowej nie jest procesem łatwym, często towarzyszą mu różne zawirowania, błędne wybory, z którymi się męczymy i czujemy sfrustrowani, nie mamy satysfakcji z tego co robimy, chodzenie do pracy jest wtedy katorgą. 

Zdarzają się jednak szczęściarze, którzy od młodego wieku wiedzą kim chcą być: strażakiem, lekarzem, aktorką… Są tacy, co rozpoznają swój talent od małego, śpiewają, rysują, świetnie grają w piłkę. Ich pasja z czasem staje się zawodem, największą życiową wartością, bez której nie mogli by żyć.

Naukę francuskiego rozpoczęłam jako małe dziecko. Brałam lekcje u Madame, Francuzki mieszkającej w Polsce, niezwykłej damy, dzięki której zaczęłam oswajać pierwsze dźwięki obcego języka, jego melodię i rozkoszować się pięknem pojedynczych słów. Potem francuski stał się naturalnym wyborem.

To, że chcę zostać tłumaczem, było olśnieniem! Spłynęło na mnie pewnego dnia, gdy jako laureaci olimpiady języka francuskiego udzielaliśmy wywiadu dziennikarce jakiejś francuskiej radiostacji, nie pamiętam już dziś co to była za rozgłośnia. Zapytała mnie, kim chcę zostać.

Wystrzeliłam jak z automatu: tłumaczem! I tak się stało.

Uwielbiam mój zawód. Rolę tłumacza rozumiem jako pomocniczą. Tłumacz stoi z boku, w tle, jest dyskretny, nie epatuje swoją osobą ani stylem.

Wręcz, powiedzieć można, jest przezroczysty. Liczy się mówca, uczestnicy dialogu. Zadaniem tłumacza jest oddać ich osobowość, temperament, styl wypowiedzi, język. W komunikacji międzyludzkiej mowa jest kluczowa.

Oczywiście towarzyszy jej mowa ciała, gesty, spojrzenie i zachowania.

Jeśli jednak rozmówcy nie rozumieją swych języków, ten kto pośredniczy między nimi musi się wcielić w ich postać. Musi stworzyć ich odbicie, ich obraz w nieznanym im języku.

Podobnie jest ze słowem pisanym. Tłumacz musi znaleźć takie słowa, które zbudują nastrój oryginalnej wypowiedzi. Nie przerysują jej, nie zubożą, a będą adekwatne do stylu autora.

To niezwykłe zadanie, łączyć ludzi będąc niezauważalnym.

W swojej pracy zawsze daję z siebie wszystko, ze świadomością, że gram drugie skrzypce.